Pierwszy dzień zwiedzania (przylecieliśmy wczoraj ale wczoraj był raczej dzień ogarniania plus nieudanych zakupów ;)) Miami to 31 grudnia więc całe miasto wrze w przygotowaniach do powitania nowego roku. Dobrze, że przylecieliśmy tu już pod koniec grudnia bo gwiazdka w tak gorącym miejscu to dla mnie nie gwiazdka. Niby piękne choinki, muzyczka i ozdoby są ale po prostu nie.

Dzień zaczynamy od pysznego śniadanka w knajpce która serwuje śniadanka cały dzień. Przemek zadowolony bo „przecież ile można jeść bajgle” więc wybiera sobie kanapkę z omletem i bekonem 😂 wcale nie jak bajgel.

Najedzeni ruszamy w drogę. Plan jest aby przejść od nas z hotelu aż do Wynwood, muralowej stolicy świata. Spacerujemy Miami Riverwalk, deptakiem wzdłuż wybrzeża, przez Bayfront park w którym na całego trwają już przygotowania, udaje się nam jeszcze zobaczyć Freedom Tower, obecnie muzeum sztuki nowoczesnej, kiedyś miejsce pomocy Kubańskim uchodźcom w czasach Rewolucji Kubańskiej. Pasuje do otoczenia jak pięść do nosa ale nadaje klimatu okolicy. Niestety to jest koniec realizacji planu bo mamy buntownika na pokładzie. Na pomoc przychodzi futurystyczna, miejska, bezobsługowa kolejka, która cichutko sunie przez miasto ponad ulicami.







Tym sposobem udaje się nam dotrzeć do Wynwood, po drodze oglądamy jeszcze klimatyczny cmentarz i jesteśmy.

Wynwood to jedno wielkie muralowe szaleństwo. Doskonały przykład jak z biednej i nieciekawej dzielnicy powstała jedna z modniejszych w Miami. Murale i knajpki i mamy to.








Na obiad wybieramy polecane Coyo Taco i nie żałujemy. Przepyszne, szczególnie rekomendujemy opcję z grillowanymi krewetami 👌👌👌


Po jedzonku wracamy do naszej części miasta aby pobawić się z Leonem na placu zabaw 🙂 i zacząć przygotowania do naszego hucznego sylwestra.






Zgadliście – nasz huczny sylwester to chipsy i ciasteczka na balkonie 😂😂😂 ale widoki mamy przynajmniej niezłe 🥳🥳🥳
Wszystkiego dobrego w nowym roku moi kochani fani – mamo, tato, Iwonka, Paulutku, teściowe i dziadkowie pozdrawiam! 😁