Przyszła pora aby nasza passa pogodowa się skończyła. Od dwóch dni jest tak ja wyobrażałam sobie cały wyjazd 🙈 chłodniej, pochmurnie i deszczowo. O ile ja uwielbiam taką pogodę, stanowczo komplikuje to logistykę z dzieciakami, trzeba nosić ze sobą sporo suchych ubrań na zmianę, pikniki na trawie odpadają, więc tępo zwiedzania trzeba przyspieszyć żeby móc się potem ogrzać w knajpe. Ale nie martwcie się zbytnio, takie wyzwania to dla nas pikuś a widoki nadal są spektakularne. Takie mroczne dni dodały tajemniczości i troszkę magi tutejszemu krajobrazowi. Na ostatnie 2 dni zwiedzania rozdzieliliśmy się z Szymkami, którzy pojechali już na jeziorkowy chill, ale niebawem do nich dołączymy.
Nasz wczorajszy dzień przeznaczyliśmy na Emerald lake, w planie było przepłynięcie się Canoe ale wyjątkowo lało plus jedno z nas musiałoby zostać na brzegu z Matyldą (zapytałam się Pani w wypożyczalni czy można z bobasami i z uśmiechem na ustach odpowiedziała, że oczywiście, wprawdzie woda w jeziorze jest lodowata i mieli już 10 wywrotek kajakow w tym roku ale zaprasza serdecznie 😂). Odpuściliśmy tę atrakcję. Za to usiedliśmy w przeuroczej knajpce z widokiem na jezioro i pierwszy raz spróbowaliśmy Kanadyjskiego specjału Putine, czyli frytek polanych sosem z pieczeni i posypanych serem. Całkiem to było smaczne ale skoro to jest ich specjał to nie dziwię się, że królują knajpy z kuchnią międzynarodową (ale na bardzo dobrym poziomie). Leon w ramach pocieszenia (bardzo chciał na canoe) dostał gorącą czekoladę i też był szczęśliwy.





Dzisiejszy dzień miał być wisienką naszego wyjazdu, sławne jeziora Louise i Moraine. Wyświetlacze połowy komputerów i zdjęcia z każdej przychodni lekarskiej, aleeee. Przyznam, że po Jasper byłam sceptycznie nastawiona, uznałam, że to niemożliwe żeby jezioro było bardziej turkusowe i sprawiało większe wrażenie niż Lake Maligne. Plus jak w całym Banff jest tu więcej osób i jest bardziej turystycznie co też zmienia moje odczucia. Z Lake Louise było tak jak myślałam, oczywiście przepiękne i kolor niesamowity ale podobne już widzieliśmy.


Aleee Moraine nas absolutnie powaliło. Na początku, kiedy poszliśmy szlakiem to się nie spodziewałam, kolejne turkusowe jezioro ale odcień nam już znany, natomiast kiedy wspięliśmy się na punkt widokowy to kolokwialnie mówiąc kopary nam opadły. To jezioro było aż nienaturalnie niebieskie. Absolutnie niesamowite, z miejsca się zakochałam i już nie żałowałam, że nie kupiłam sobie koszulki w Jasper tylko w Banff 😂😂😂. Ah no i na pewno kolorytu temu dniu dodał fakt, że w czasie pozowania do zdjęcia na kłodzie na jeziorze, Przemek z Leonem się poślizgnęli i zaliczyli nieplanowaną kąpiel 😁. Nie martwcie się ubranie na zmianę było zabrane, więc można się pośmiać z uchwyconego momentu 😅.




Po jeziorkach stwierdziliśmy, że skorzystamy z ostatnio wychaczoneoj promocji na sushi i nadrobię niedopatrzenie nie zjedzenia tutejszego deseru o wdzięcznej nazwie „ogon bobra”, więc ponownie udaliśmy się do uroczego miasteczka Banff.


Po drodze do domu zachaczyliśmy jeszcze o atrakcję o nazwie Natural Bridge, bez większej niespodzianki był to naturalny most 😂.
