Dzisiaj po obudzenia czekała nas niespodzianka – słońce! Pierwszy raz zobaczyliśmy je na Islandii, zupełnie zmieniło krajobraz, Przemek przeszczęśliwy bo tego mu tu brakowało, więc to chyba specjalnie na jego urodziny :). Mi osobiście deszcz nie przeszkadza, dodaje trochę tajemniczości ale wiadomo łatwiej zwiedzać na sucho ;). Niestety Leona chyba zmęczyła podróż i miał lekkąCzytaj dalej „Południowy-wschód wyspy”
Archiwa autora: TuTamTedy
Kanion Fjadrargljufur i lodowiec Svinafellsjokull
Dzisiaj niestety elfy nam nie sprzyjały, co najwyżej trole. Leon zafundował nam pobudkę o 5 rano, więc żeby inni goście oraz Przemek mogli jeszcze pospać, zgarnęłam go na poranny spacer po Vik. Nie żeby była jakaś duża różnica pomiędzy 5 rano a 9 Vik jest tak samo puste i spokojne 🤷♀️. Wspięliśmy się na wzgórzeCzytaj dalej „Kanion Fjadrargljufur i lodowiec Svinafellsjokull”
Droga do Vik
Dzień drugi to dla nas test czy będziemy w stanie objechać z Leonem wyspę czy musimy odpuścić i zwiedzać tylko bliższe zakątki. Rano standardowo Leon budzi nas o świcie potem zabawy na macie i śniadanko, staramy się troszkę przeciągnąć Leona i modlimy się do islandzkich Elfów aby zasnął w samochodzie. I o dziwo, prośby zostająCzytaj dalej „Droga do Vik”
Rejkiawik
Pierwszy dzień na spokojnie spędziliśmy w Rejkiawiku, o 12 dostaliśmy smsy, że nie wykryto u nas covida, przyznam, że odetchnęłam z ulgą bo wizja 2 tygodni w hotelowym pokoju na Islandii śniła mi się po nocach, a raczej śniła mi się w moich skrawkach nocy pomiędzy pobudkami Leona. Tak więc zdrowi mogliśmy ruszać na miasto.Czytaj dalej „Rejkiawik”
Islandia – startujemy
Uff udało się ruszuliśmy w drogę, jeszcze nigdy nie podróżowaliśmy z taką ilością bagaży, czuję się trochę jakbym emigrowała, a nie leciała na 11 dni na wakacje (chciaż po ostatnich wyborach nie byłby to taki głupi pomysł ;)). Długo wahaliśmy się co zrobić z tymi wakacjami, troszkę bałam się lecieć, ale w Polsce skutecznie odstraszyłyCzytaj dalej „Islandia – startujemy”
Galapagos
Po ciężkim trekingu mieliśmy przed sobą wizję odpoczynku, ale trasa do niego nie była taka prosta. Z Cuzco o świcie przelecieliśmy do Limy, spędziliśmy tam dzień i ruszyliśmy dalej. Najpierw czekał nas przelot na północ Peru, potem całonocny autobus do Ekwadoru i na koniec lot na Galapagos. Dotarliśmy wycieńczeni ale tutaj nie da się marudzić.Czytaj dalej „Galapagos”
Salkantay trek & Machu Picchu
Pora zacząć przygodę, startujemy o 4 rano, bus zawozi nas na początek szlaku. Mamy fajną grupę, 4 Amerykanów, 2 Kanadyjczyków i 2 Niemców. Niektórzy lepiej przygotowani, niektórzy gorzej, niektórzy wprawieni piechurzy, niektórzy laiki jak my. Pierwsze ostrzejsze wejście pod górę weryfikuje nasze oczekiwania. 100 m na tej wysokości to jak przebiegnięcie 5 km w Polsce.Czytaj dalej „Salkantay trek & Machu Picchu”
Cuzco
Po długiej podróży i przeprawie po jeziorze Titicaca…. …w końcu docieramy do Cuzco. Jesteśmy o nieprzyzwoitej porze bo o 5 rano. Obserwujemy jak miasto powoli budzi się do życia. Aktualnie miasto to głównie baza wypadowa dla turystów wybierających się na trekking lub na Machu Picchu i aklimatyzujących się do wysokości. Miasteczko jest prześliczne i naCzytaj dalej „Cuzco”
La Paz – Death road
Głównym powodem dla którego zahaczyliśmy o La Paz jest legendarna droga śmierci. Obecnie już atrakcja turystyczna dla takich wariatów jak my jednak nie tak dawno temu normalna droga nad przepaścią o szerokości 3,5 metra. Swoją niechlubną nazwę zyskała przez ilość pojazdów, które na zawsze już pozostaną na dnie doliny. Ruszamy ze zorganizowaną wycieczką w 9Czytaj dalej „La Paz – Death road”
La Paz
Do La Paz przybywamy wieczorkiem, lotnisko jest na wysokości 4058 m n.p.m. (to najwyżej położone międzynarodowe lotnisko). Na szczęście jesteśmy już zaaklimatyzowani do takich wysokości po pobycie w Uyuni ale dla niektórych może to być problem, dlatego punkt medyczny na lotnisku zaopatrzony jest w tlen do podawania. Jesteśmy za późno żeby załapać się na autobusCzytaj dalej „La Paz”