Dywanowy zawrót głowy

Nareszcie! Nadszedł dzień, na który wszyscy czekaliśmy…

Zwiedzanie Muzeum Dywanów!

Muzeum dywanów w kształcie zwiniętego dywanu, czego chcieć więcej od atrakcji turystycznej 😅 Azerbejdżan naprawdę umie w temat przewodni.

Tradycyjnie śniadanie trwa za długo, jemy za dużo, a dzieci krzyczą trochę bardziej, niż ktokolwiek by tego pragnął. Ale trudno — mamy przed sobą atrakcję wyjazdu, więc zbieramy się energicznie… no, względnie.

Panowie już nawet nie próbują udawać entuzjazmu — i niestety, tym razem mają trochę racji. Poza dwiema paniami tkającymi dywany na żywo (Leon zachwycony — ja już widzę nową karierę w branży rękodzieła 🧶🤩), muzeum nie wykorzystało do końca swojego potencjału.

Ale!

Są takie rzeczy, które po prostu trzeba zobaczyć raz w życiu i odhaczyć z godnością. No i można powiedzieć, że widziało się „dywan-giganta” a dla niektórych z inną wyobraźnią kebab- od środka.

Na górę… ale z klasą

Kolejny punkt: kolejka linowa! Tym razem otwarta i działa — więc już duży sukces 💪

Widok ze wzgórza jest absolutnie spektakularny: nowoczesne Flame Towers lśniące w słońcu, piękna architektura Baku… a w tle Morze Kaspijskie — największe jezioro świata, choć uparcie udaje morze 🌊😎

Tu mogłaby nastąpić scena z pocztówki…

…ale życie rodzica to nie reklama biura podróży 😂

Matylda przechodzi totalny meltdown, trafiamy do przepłaconej knajpy, gdzie kelnerzy nie mówią ani słowa po angielsku, a mali chłopcy rozpoczynają wojnę o niewiadomoco.

Wróć — wiadomo o co: o wszystko.

Do hotelu wracamy absolutnie wyczerpani.

A jeszcze basen przed nami 🤡

No bo jak inaczej? Dzieci ustaliły hierarchię atrakcji i basen stoi nad UNESCO.

Wieczorne życie towarzyskie rodziców

Na kolację mamy tylko jeden wymóg:

dojść pieszo w 5 minut 🫠

I tu niespodzianka! Trafiamy do rewelacyjnej restauracji na świeżym powietrzu — pysznie, fajny klimat, zero dramatów (prawie).

Pod koniec posiłku wszystkie dzieci śpią… poza moimi.

Standard 😂

Dodaj komentarz