Dzień 3 — Plan był dobry, zanim umarł
Wchodzimy w drugi dzień pełni optymizmu: po pysznym śniadanku, z ambitnym planem zwiedzania Baku ruszamy na miasto. Plan: zobaczyć wszystko, Rzeczywistość: …
Pierwsza atrakcja: Mini Wenecja. Słowo mini jest tu absolutnie kluczowe. Przejażdżka trwa jakieś 5 minut, a dzieci przez całą drogę: „A kiedy łódka zacznie szybko płynąć?” No cóż… nie zacznie 😅
Tylko damska część ekipy potrafi docenić włoski vibe i idealne spoty na zdjęcia. Panowie udają, że też, ale widzę, jak w myślach przeglądają memy o życiowych wyborach.



I dokładnie w tym momencie kończy się nasza dobra passa.
Wiemy, że poniedziałek = muzea zamknięte.
Niewzruszeni mijamy, więc Muzeum Dywanów (z zewnątrz też wygląda jak zwinięty dywan, ładna sprawa ) i kierujemy się do głównej atrakcji dnia: wjazd kolejką na wzgórze i spacer w okolicach Flame Towers.
Niestety: W poniedziałek nie działa nic. NIC.
Dzieci: płacz zbiorowy 🥲
Rodzice: zanik słuchu w obu uszach
Reakcja: „Wchodzimy na górę!”
🧗♀️🧗♂️ Wspinaczka z dwoma wózkami, Matyldą pod pachą, Nelą dzielnie idącą sama i ekipą męską, która nie wierzy, że to świetny crossfit… To była droga na Machu Picchu wersja hard.




W 2/3 drogi poddajemy się i odbijamy w bok, kierunek: cokolwiek, byle z górki.
Ratujemy się obiad + lodami od Pana robiącego sztuczki.
Basen — jak co dzień.

Wieczorem — chińskie jedzenie (Przemek jako świeżo upieczony lokales zna tu już nawet „ukryte smaczki” 🇨🇳😎).
A na pocieszenie: Ladies Night 💃
Ploteczki w francuskiej restauracji, kieliszek czegoś pysznego i od razu poniedziałek jakby mniej bolał 😅


Dzień 4 — Kierunek: ogień! 🔥
Dziś kolejna przygoda.
Wyspani (ish), ogarnięci (ish), stawiamy się w lobby o 10:00 i jedziemy na wycieczkę w stronę ognia.
Przystanek 1 — Burning Mountain
Byłam gotowa przysiąc, że nazwa to „Burning Hole” i w sumie można by tu wejść w filozoficzną polemikę, bo pali się góra, ale na dole 😉. Sami zdecydujcie co się pali 😅
Wikipedia twierdzi, że płonie „od 50 lat po niedopałku”, ale nasz przewodnik prostuje, że ogień ma tu tysiące lat, a wszystko przez złoża gazu, które przenikają przez skały.
Dzieciom nie imponuje to zjawisko, atrakcje ratuje mini muzeum tego miejsca w którym kamera zmienia cień na ścianie w płonącego człowieka.


Przystanek 2 — Fire Temple (Świątynia Ognia)
Następny przystanek to Fire Temple — dawne miejsce kultu zoroastrian i hinduistów. Obecny budynek jest z XVIII wieku, ale stoi tam, gdzie kiedyś naturalny ogień płonął bez przerwy.





Przystanek 3 — Kompleks Archeologiczno-Etnograficzny w Qala
„Kompleks Muzealny Archeologiczno-Etnograficzny w Gali to unikatowe muzeum na świeżym powietrzu w Baku, założone w 2008 roku, które prezentuje ślady życia od III tysiąclecia p.n.e. do czasów współczesnych. Obejmuje zabytki takie jak starożytny zamek, osady z epoki brązu, grobowce, domy mieszkalne i meczety. Jest to cenny zabytek.” Czemu my tu przyjechaliśmy? Do zwierzątek 😅 wreszcie coś dla dzieciaków witamy się z tu z wielbłądami owcami, kozami i kucykami.
Nasze główne zadanie jako opiekunów to nie dopuścić, aby dzieci skakały po starożytnych zabytkach — co nie zawsze się udaje. Śmiejemy się, że Azerbejdżan może nie przetrwać naszej wizyty, bo zawsze któreś dziecko coś skubnie, coś potrąci albo na coś wskoczy. 😅 w sumie należałoby doprecyzować dziecko albo Zuza-ktoś coś stłucze.









Standardowo padnięci wracamy do miasta, żeby zjeść obiad. Później obowiązkowy basen, a na kolację zamawiamy dzieciakom room service i usypiamy. My natomiast mamy tego wieczoru wspaniały pomysł: z dziećmi na kamerce schodzimy do hotelowej restauracji i jemy niepowtarzalny posiłek w ciszy i cudownej atmosferze 🥹.

