Jesteśmy ❤️ w tym niesamowitym miejscu, poniekąd celu naszej podróży (no jeszcze Banff oczywiście ale nie Jasper będzie ciężkie do przebicia). Troszkę się obawiałam bo wiecie jak to jest zbudować sobie olbrzymie oczekiwania a potem zderzyć z rzeczywistością. Na szczęście tu ta rzeczywistość jest nawet lepsza, woda jest we wszystkich odcieniach zieleni, turkusu i błękitu, miasteczko jest urocze a Kanadyjczycy przemili. ❤️
Na dzisiaj mieliśmy zaplanowany trochę bardziej ambitny dzień ale jak to z planami z dziećmi bywa, życie weryfikuje 🙈 ale nasz główny trecking udało się przejść i zobaczyliśmy 5 przepięknych jezior wyjętych prosto z Disneyowskiej Pocahontas (swoją drogą próbowałam przeforsować korowy wiatr na piosenkę wyjazdu ale jedynie Pola I Maja poparły mój pomysł 🤷♀️) .
Cóż tu dużo opisywać, szlak opisany jest jako łatwy ale z obciążeniem (ja z Matyldą, Przemek z Leonem, który ma bunt na chodzenie) dał nam z lekka w kość. Całość zajęła nam z 4 godzinki ale z 2 dłuższymi piknikowymi przystankami w tym jednym na kąpiel (nie będę się wdawać w szczegóły kto wszystkich podpuścił, że trzeba się wykapać a potem wszedł tylko do pasa 😅).












Mieliśmy w planie odwiedzić jeszcze 2 miejsca ale to już było ponad nasze siły skończyło się najpierw na lodach a potem na knajpce (Kumama Bistro and cafe-serdeczna polecajka od nas). A w drodze powrotnej zobaczyliśmy 2 Łosie!



Standardowo wieczorem padamy na twarz.