Zaczynamy! Pierwszy raz duuużo większą ekipą, bo nie dość, że to pierwszy wyjazd Matyldy to jeszcze pierwszy raz ktoś zdecydował się z nami polecieć 🙈. Prawdopodobnie jakaś tymczasowa niepoczytalność a potem nie było się jak wykręcić ale lecą z nami Szymek, Ola ich 2 córki, Maja i Pola, trochę starsze od Leona.
Od rana przygody, niestety nasz pierwszy lot do Amsterdamu był sporo opóźniony i w momencie w którym lądowaliśmy nasz samolot do Vancouver akurat startował. Na szczęście już wcześniej udało się nam załatwić przesunięcie lotu na następny dzień, więc po prostu mamy pół dnia w Amsterdamie. Ucina nam to dzień w Kanadzie ale nie mamy na to wpływu, więc tradycyjnie robiąc lemoniadę ruszamy na miasto.
W Amsterdamie byliśmy 9 lat temu, kiedy odwiedzaliśmy Mateusza, więc Przemek ze swoją niesamowitą pamięcią porusza się tu oczywiście jakby tu został te 9 lat temu, ja z moim maślanym mózgiem zachwycam się kanałami jakbym pierwszy raz je widziała. Mamy za mało czasu i za bardzo jęczące dzieci żeby odbyć jakieś porządniejsze zwiedzanie, ale robimy sobie porządny spacer po centrum (wszystkie klamoty zostawiamy w lotniskowym hotelu uznajemy, że tak będzie najprościej logistycznie). Zjadamy pyszcze burgery, przysiadamy na soczek na klimatycznym placu i totalnie padnięci wracamy do hotelu. Jutro następna część podróży 😁.










