Praslin ciąg dalszy

Drugiego dnia pobytu na Praslin wybieramy się do rezerwatu przyrody „Vallée de mai”. Prowadzi przez niego kilka ścieżek różnych długościowo, wybieramy średnią trasę (Leona trzeba nosić na rękach bo wózkiem tu się nie da wjechać a na nosidło jest chwilowo obrażony). Podziwiamy przepiękną przyrodę dżungli oraz oczywiście, dumę oraz skarb narodowy Seszeli, Coco de mer czyli kokos morski.

Coco de mer to kokos, który występuje tylko na 2 wyspach i może osiągnąć wagę nawet 30 kg, ale to nie jedyne rzeczy, które sprawiają, że jest taki szczególny. Uwagę zwraca bardzo charakterystyczny kształt. Czy zobaczycie tam pupę czy też kobiece biodra pozostawiam już do waszej decyzji 😅. W każdym razie imponujący kokos!

Po drzemce Leona decydujemy się pojechać na podobno jedną z piękniejszych Seszelskich plaż „Anse georgette”. Żeby do niej dotrzeć trzeba wcześniej zadzwonić i poprosić o wpuszczenie na teren 5 gwiazdkowego hotelu z olbrzymim polem golfowym. Potem jeszcze pół godzinki spaceru po tym baaardzo imponującym terenie. Przed wejściem musieliśmy jeszcze podpisać oświadczenie, że wchodzimy na własne ryzyko i jeśli trafiłaby nas golfowa piłeczka to tylko nasz problem. Na szczęście nie spotykamy żadnych entuzjastów tego sportu po drodze i docieramy do tej pięknej piaskownicy. Jest cudnie ale przyznam, że sam spacer polem golfowym zrobił na mnie większe wrażenie.

Na koniec dnia w końcu udaje się nam pójść do restauracji (dotychczas albo gotowaliśmy sami albo zamawialiśmy posiłek u właścicielki guesthousu). Pandemia sprawiła, że na Seszelach praktycznie nie ma turystów co z jednej strony jest super bo są puste plaże i inne atrakcje ale niestety wiąże się to z tym, że dużo restauracji jest zamkniętych.

Dodaj komentarz