Przed przylotem martwiłam się trochę o pogodę, bo co sprawdzałam prognozę to pokazywało deszcz. Na szczęście dzień przed przylotem, zmiana! Koniec deszczu! I sprawdziło się, przylecieliśmy w idealnym momencie tuż po porze deszczowej kiedy roślinność jest niesamowita!
Pierwsze 2 dni robimy sobie odpoczynkowe, mieszkamy na w zachodniej części wyspy Mahe (największej na Seszelach) w hosteliku w dżungli. W nocy dookoła latają nietoperze a w ciągu dnia wszystkie drzewa wydają niesamowite dźwięki, czasem uda się dostrzec jakiegoś egzotycznego ptaka a czasem możemy sobie tylko wyobrazić co wydaje te odgłosy (a w duchu cały czas powtarzam sobie, że pająków na pewno tu nie ma). Ponieważ na te pierwsze 2 dni nie wynajęliśmy samochodu to zwiedzamy sobie okoliczne plaże, wodospady i relaksujemy się. Piasek jest w dotyku jak cukier puder, woda cieplutka , ładujemy baterie, a już jutro lecimy na wyspę Praslin!











