Seszele w czasach pandemi

Uff wylecieliśmy, jeszcze tylko 5 godzin lotu do Doha, przesiadka, 5 godzin lotu i będziemy na Mahe. Zdobyliśmy dzisiaj sporo siwych włosów na lotnisku, pierwszy raz zdażyło się nam źle przygotować do wylotu. Może to wina niespania przez ostatnie 15 miesięcy, może faktu, że potwierdzenie, że lecimy otrzymaliśmy wczoraj a może każdemu się zdarza. Fakt jest taki, że gdy podeszliśmy do okienka check-inu i okazało się, że nie mamy pozwolenia na pobyt na Seszelach byłam pewna, że już po wakacjach. Na szczęście Przemek zachował zimną krew, mieliśmy wsparcie mojego brata, który ma swój ostatni miesiąc pracy na lotnisku i przyszedł nas wyprawić i jakoś się udało. Teraz szybko o tym zapominamy i rozpoczynamy długo wyczekiwane wakajki. Seszele nie były naszą destynacją marzeń ale z ograniczonego pandemicznego asortymentu świata oraz faktu, że naszym podróżom towarzyszy mały belzebub we własnej osobie, postanowiliśmy spróbować. Damy znać!

Kończę post już po wylądowaniu na Mahe. Podróż była ok, Leon w samolotach spał, pierwszy lot był pusty więc zrobiono mu łóżeczko na trzech fotelach, podczas drugiego lotu miał przyczepione łóżeczko z przodu. Podczas przesiadki szalał o 1 w nocy na lotniskowym placu zabaw i jakoś poszło!

Dodaj komentarz