Dobra passa trwa i nadal trzyma się nas słoneczko, niestety do słoneczka dołączył wiaterek urywający głowę – nawet w kieleckim takiego nie widzieli. Oglądaliśmy wulkany i kratery, w tym taki z niesamowicie niebieskim jeziorkiem w środku. Dziwne siarkowe miejsca przy których pieluchy Leona to perfumy. Zrobiliśmy piknik nad jeziorem Myvatn, a na koniec zobaczyliśmy piękny wodospad jednak nie zrobił na nas takiego wrażenia jak 2 pierwsze.
I to by było na tyle dzisiaj 😅 nie mam siły więcej pisać 🤷♀️. Wstawiam zdjęcia, żyjemy i jesteśmy w Akureyri. Jutro teoretycznie mamy dzień odpoczynkowy ale zobaczymy jak to będzie :).











